Robiąc porządki w szafce słodyczowej (tak, przyznaję że
mam taką w domu) znalazłam nieco ponad pół gorzkiej czekolady o 99% zawartości
kakao. Prawdziwy rarytas. Oto, co z niej powstało. Wygląda apetycznie?
 
Nie od dziś wiadomo, że najbardziej wartościową wśród
czekolad jest czekolada gorzka.  Nie
będę się rozwodzić nad czekoladą mleczną wypchaną po brzegi mlekiem w proszku i
utwardzanym tłuszczem albo białą która nawet nie jest czekoladą. Tematem
dzisiejszej zadumy jest czarna, cierpka w smaku, intensywna gorzka czekolada.

Gorzka czekolada składa się z masła kakaowego, proszku
kakaowego i cukru. Zawiera przynajmniej
70% produktów z miazgi kakaowej, najbardziej wartościowa jest ta o największej
ilości miazgi czyli 99% i właśnie dzięki temu posiada świetny wpływ na zdrowie
i samopoczucie.

To, że czekolada poprawia humor, wiadomo nie od dziś.
Każdemu się zdarza sięgnąć po kostkę czekolady, kiedy nastrój nie dopisuje.
Warto zadbać, by była to czekolada gorzka. Może nie od razu każdemu musi
smakować ta z 99% kakao, dlatego można zacząć od 70% (jest delikatniejsza w
smaku), następnym razem wybrać 80% i myślę, że po jakimś czasie nikomu nawet
nie przyjdzie do głowy by kupować mleczną tłustą czekoladę nadziewaną
truskawkami zrobionymi na przykład z buraków (kiedyś natrafiłam na czekoladę truskawkową, która zamiast truskawek miała w składzie buraki).

Gorzka czekolada działa pobudzająco dzięki zawartości
teobrominy, w uproszczeniu substancji podobnej do kofeiny (którą też ma w składzie lecz w niewielkich ilościach), dodatkowo
działającej relaksująco i rozluźniająco na mięśnie. Świetnie działa na
koncentrację i wspomaga pracę mózgu. Czekoladę poleca się zatem na apatię,
zmęczenie, wyczerpanie nerwowe, kłopoty z trawieniem, anemię, spadek wagi i
brak apetytu.

Zawarte w ziarnie kakaowym antyoksydanty zwalczają wolne
rodniki hamując tym samym proces starzenia się skóry oraz rozwój wielu chorób,
w tym serca oraz nowotworów. Dzięki zawartości magnezu, miedzi, potasu oraz
innych bioaktywnych związków normalizuje pracę serca. Warto po nią sięgnąć, na przykład gdy
dokuczają nam skurcze.

Najnowsze badania pokazują, że zawarte w czekoladzie
przeciwutleniacze i witaminy mogą pomagać na kaszel, ograniczać wysoki poziom
cholesterolu, poprawiać funkcjonowanie układu odpornościowego i zapobiegać
zakrzepom. Sięganie po gorzką czekoladę zalecane jest także osobom, u których
występuje skłonność do infekcji dróg moczowych. Gorzka czekolada filtruje nerki
i działa moczopędnie.

Już chyba nikogo nie muszę przekonywać, by zamienić zwykłe
słodycze na kostkę prawdziwej gorzkiej czekolady.

Warto jednak zachować umiar. Jedynie prawdziwa gorzka
czekolada z dużą zawartością kakao jedzona z umiarem, może mieć dobry wpływ na
zdrowie. Dlatego nie powinno się jeść więcej niż 1 kostkę czekolady dziennie.
Większa ilość może powodować na przykład bóle głowy, gdyż sprawia, że naczynia
krwionośne mózgu się rozszerzają.

UWAGA! Tabliczka gorzkiej czekolady może mieć nawet 600
kalorii
.
Jako, że sama gorzka czekolada nie należy do ulubionych przysmaków mojego męża, postanowiłam zrobić z niej coś smakowitego, co skusi nawet najbardziej zatwardziałego mleczno-czekoladożercę. Roztopiłam czekoladę w kąpieli wodnej (nie wiedzieć czemu nie zapisały mi się zdjęcia z tego procesu). Zwyczajnie włożyłam pokruszoną czekoladę do szklanej miski i do garnka z wrzątkiem. Wcześniej znalazłam dwie papierowe foremki (niektórzy mówią na to papilotki) do babeczek. Zostały trochę pomięte przez jednego małego intruza, który wdarł mi się do kuchni, ale mimo tego je wykorzystałam. Rozpuszczoną czekoladę rozprowadziłam na papierowych foremkach do muffinek za pomocą silikonowego pędzelka. Wstawiłam do lodówki, po jakimś czasie wyciągnęłam i jeszcze raz nałożyłam warstwę płynnej czekolady. Po wystudzeniu i stwardnieniu w lodówce usunęłam papierek (trzeba to zrobić delikatnie, bo cienka czekolada może się połamać) i takim oto sposobem powstały piękne czekoladowe naczynia na krem z odtłuszczonego serka homogenizowanego z dodatkiem wanilii. Jeden deser udekorowałam posypką czekoladową, drugi malinkami.
Zostało mi w misce trochę czekolady. Wyciągnęłam foremki do ciasteczek, rozprowadziłam pozostałą czekoladę w foremkach na papierze do pieczenia. Serduszko posypałam migdałami (wzbogacając czekoladę dodatkową dawkę magnezu), a ludka (który niestety się w efekcie końcowym połamał) żurawinką i orzechami włoskimi. Po wystudzenia otrzymałam gorzką czekoladę z bakaliami 🙂

 SMACZNEGO!