Pokrzywa przez większość ludzi jest uważana za jeden z najbardziej uciążliwych i nieprzyjemnych chwastów. Rośnie wszędzie tam, gdzie ziemia jest próchnicza i bogata w azot, a jej ulubionymi miejscami są wilgotne ogrody, miejsca zacienione, skraje lasów czy przydrożne rowy. Trudno pokrzywę pomylić z inną rośliną, bo dzięki parzącym włoskom pokrywającym owalne, ząbkowane liście potrafi zaznaczyć swoją obecność swędzącymi bąblami na skórze.

Warto przyjrzeć się bliżej tej wyjątkowej roślinie. Już Hipokrates wyróżniał pokrzywę jako najskuteczniejszy lek oczyszczający krew, opisywali ją także inni starożytni lekarze – Dioskurides czy Pliniusz. Średniowieczni autorzy zielników także opisywali lecznicze zastosowanie tej niezwykłej rośliny. Św.Hildegarda z Bingen zaliczała ją do roślin rozgrzewających i osuszających zlecając na krwawienia, brak pamięci (wymieszaną z olejem), kamienie w nerkach i na potencję. Ile w tym prawdy? Wiele!

Pokrzywa jest przede wszystkim lekiem krwi – zwiększając poziom żelaza, pobudza organizm do produkcji czerwonych krwinek i hemoglobiny. Zamiast łykać tabletki z żelaza,chętnie przepisywane przez lekarzy na anemię, lepiej pić naturalnie obfity w żelazo sok z pokrzywy. Organizm chętniej skorzysta z naturalnie występującego żelaza, niż z syntetycznie wyprodukowanego proszku. Pokrzywa jest bogata w sole mineralne oraz witaminy, oczyszcza organizm z toksyn i kwasu moczowego, wzmacnia układ odpornościowy, łagodzi obrzęki i skurcze. Pokrzywa wzmacnia także włosy i paznokcie.

Najwięcej czynnych substancji wykazuje pokrzywa majowa, zatem korzystając z ciepłego i słonecznego czwartku, a także okoliczności przebywania na łonie natury (z dala od wielkomiejskiego pyłu i kurzu) zebrałam trochę pokrzyw. Rośliny zbiera się w suchy, pogodny dzień, ścinając (najlepiej nożyczkami) tuż nad ziemią. Warto zabrać ze sobą rękawiczki i nożyczki, a także duży wiklinowy koszyk. Ważne jest też miejsce – nie zbierajmy pokrzyw tuż przy drodze i w zanieczyszczonych miejscach. Lepiej wybrać się po pokrzywy w bardziej niedostępne i dziewicze miejsca, aby mieć pewność, że nie są zanieczyszczone na przykład spalinami.

ZUPA POKRZYWOWA

Składniki na 2 porcje:

duża garść pokrzywy
mały por
pietruszka
kawałek selera
2 marchewki
łyżka oliwy z oliwek
przyprawy (sól, pieprz, pietruszka)
opcjonalnie ugotowany makaron

W garnku z grubym dnem podsmażyć na łyżce oliwy pokrojonego pora, selera i pietruszkę. Chwilę dusić po czym zalać ok. 500ml wody. Dorzucić marchewki (w całości) i gotować aż warzywa będą miękkie (a marchewka al dente). Posolić delikatnie do smaku.

Wyjąć marchewkę i do gotującego się wywaru wrzucić opłukane liście pokrzywy (oberwałam licie i nie używałam łodyg, bo mogłyby być wyczuwalne, a zależało mi na delikatnej konsystencji zupy). Blanszować przez kilka minut, następnie zdjąć z ognia i zmiksować dokładnie blenderem (bez marchewki, żeby kolor był intensywnie zielony). Doprawić wedle uznania, najlepiej jak wywar już będzie zawierał pokrzywę, która nadaje bardzo specyficznego, trochę słodkawego smaku. Mąż stwierdził, że zupa mu trochę przypomina flaczki, ciekawa jestem co Wam przypomina. Marchewkę pokroić w talarki (u mnie były serduszka) i dodać do zupy. Pomarańczowy kolor marchewki ładnie się komponuje z ciemną zielenią pokrzywowej zupy.

W wersji domowej zupa świetnie pasuje także do kluchów:

1 porcja zupy pokrzywowej w wersji saute (krem z marchewką) to jedynie ok. 100kcal,
węglowodany: 15g, białko: 6g, tłuszcz: 12g

Dodając do zupy śmietanki czy makaronu podnosimy także jej kaloryczność. Wersja z makaronem to już około 200kcal. Polecam obie wersje, a kto nie próbował jeszcze pokrzyw, to niech spróbuje właśnie teraz – maj to najlepszy czas na pokrzywę.




SMACZNEGO!