Dzisiaj chciałabym Was zaprosić do Cook Story – nowego studia kulinarnego na mapie Warszawy, które dopiero co zostało otwarte na Wilanowie. Jeśli nie osobiście, to choć wirtualnie przenieście się ze mną, bo to fantastyczne miejsce, o przestronnym i gustownym wnętrzu, z wygodnymi i nowoczesnymi stanowiskami pracy i przede wszystkim, fajną atmosferą. Wszystko razem sprawia, że chce się tu wracać. No cóż… w tym tygodniu byłam tam aż dwukrotnie!

Może zacznę od tego, że wzięłam udział w dwóch edycjach konkursu zorganizowanego na Fanpagu FB Cook Story by Samsung o wdzięcznym tytule Kulinarne opowieści, w którym do wygrania były warsztaty kulinarne. Dodając przepisy do postów konkursowych, udało mi się zdobyć pierwsze miejsce w edycji I (dzięki rybie na puree z kalafiora) i drugie miejsce w edycji II konkursu (dzięki tarcie ze śliwkami i bezą). Możecie podglądnąć co dodałam, klikając na linki do poszczególnych edycji. Nagrodami kolejno były warsztaty z Witem Szychowskim, znanym jako Pan Tasak i Pawłem Ochmanem, popularnym Weganonem. Tematem wspólnym obydwu warsztatów było RISOTTO, zobaczcie jednak jak różnie się prezentujące:

Risotto z kalafiora Pana Tasaka i sandacz z pateni

To, że lubię ryby wiecie nie od dzisiaj, więc sami rozumiecie moją radość, gdy się dowiedziałam, że będziemy robić sandacza? W dodatku na risotto z kalafiora z chorizo i koperkiem. Nie trzeba było mnie specjalnie zachęcać. Pierwszy warsztat rozpoczął się od prezentacji Wita, który najpierw sam przygotował całe danie, a wszyscy z uwagą na niego patrzyli, by później w parach przystąpić do pracy, starając się odwzorować oryginalne danie. Oczywiście z kartkami i przepisami przed nosem oraz pomocną ręką Wita, gdyby ktoś potrzebował wsparcia. Przygotowywane przez nas danie było bardzo proste, oparte na kilku składnikach, tak jak lubię – szybko!

Z racji tego, że dbam o niski indeks glikemiczny potraw, najbardziej spodobało mi się to, że ryż zamieniliśmy na kalafior. Risotto bez ryżu, zaskakujące. Smak przerósł moje oczekiwania, a w połączeniu z sandaczem, danie było obłędnie pyszne. Specjalnie dla Was przepis z warsztatów poniżej, z obliczeniami dotyczącymi zawartości kalorii w porcji. Pozwoliłam go już sobie trochę zmodyfikować, ale nieznacznie. Zresztą w nawiasie oryginalna wersja.

SANDACZ Z PATELNI NA RISOTTO Z KALAFIORA Z CHORIZO I KOPERKIEM

Składniki na 2 porcje:
2 filety z sandacza ze skórą (po ok. 150g)
1/4 główki kalafiora
20g chorizo
50ml śmietanki 18% (w oryginale była śmietanka 36%)
szczypta mielonego kminku
1/3 pęczka posiekanego koperku (można koperek pominąć, albo dać go mniej)
sól
łyżka oliwy/oleju do smażenia
1/2 łyżeczki masła też do smażenia
łyżka soku z cytryny
świeże zioła do dekoracji, np. rukiew wodna

Kalafiora podzielić na różyczki, dwie pokroić w cienkie plasterki za pomocą ostrego noża, coś na kształt małych drzewek, a resztę pokroić w drobną kostkę.

Kiełbasę chorizo podsmażyć na suchej patelni na chrupko, dodać śmietanę, trochę ją zredukować (pogotować, żeby zgęstniała), dodać pokrojonego kalafiora, można też dodać koperek, wymieszać do połączenia wszystkich składników i trzymać na małym ogniu do czasu, kiedy pozostałe komponenty dania będą gotowe.

Na drugiej patelni rozgrzać odrobinkę oliwy i usmażyć drzewka z kalafiora na złoty kolor po obu stronach. Przełożyć na ręcznik papierowy, żeby pozbyć się nadmiaru tłuszczu, a na patelnię wrzucić rybę. Posolonego delikatnie sandacza smażyć najpierw 2-3 minuty od strony skóry, przytrzymując od góry ręką (lub łopatką), żeby sandacz leżał płasko na patelni (niedociśnięty się wygnie, bo skóra się skurczy i nie będzie miał chrupiącej skórki). Jak skóra będzie rumiana, przewrócić na drugą stronę, dodać masło i sok z cytryny. Smażyć dosłownie minutę i podawać.

Na talerze wyłożyć risotto z kalafiora i chorizo, na wierzch wyłożyć filet z sandacza (skórką do góry), chipsy z kalafiora, udekorować ziołami i jeść, jeść, jeść.

1 porcja to ok. 295 kcal, węglowodany: 4g, białko: 34g, tłuszcz: 16g
Informacja dla diabetyków: w porcji znajduje się 0,4WW i 2,8WBT

Takie risotto to świetne rozwiązanie dla diabetyków. Kleisty ryż ma wysoki indeks glikemiczny, więc jest niewskazany w dużych ilościach, a tutaj został zamieniony na zdrowego kalafiora. Do tego sandacz, chyba nie muszę specjalnie zachwalać Wam tu ryb (znacie zresztą moje zdanie na ten temat) i kolacja idealna gotowa. Na prawdę polecam Wam danie Wita, ja na pewno będę wracać do tego przepisu.

Polecam też Waszej uwadze relację Moniki, z którą miałam przyjemność na obu warsztatach gotować. Wejdźcie w wolnej chwili na jej bloga Meet.Eat.Love i zobaczcie to samo wydarzenie z innej perspektywy.

 

Risotto z dynią Weganona

Sezon na dynię. Zawsze staram się go jakoś przemilczeć, bo nie jestem dyniową fanką. Myślę, że wynika to z braku odpowiedniej wiedzy (jaka dynia do czego), umiejętności (w moim domu rodzinnym chyba nigdy nie pojawiła się dynia, a ja nie trafiłam do tej pory na żadne dyniowe warsztaty), no i szczęścia (moje dyniowe potrawy są do dyni). Dla mnie dynia jest mdła i uważam, że trzeba dużo poczarować, żeby zamieniła się w coś dobrego. Nie mówię, że to jest niemożliwe, jadłam pyszne rzeczy z dyni – np. aromatyczną zupę z mleczkiem kokosowym i imbirem czy obłędnie pomarańczowe kluski z dynią, jednak sama niespecjalnie lubię się za nią zabierać. Tym bardziej chętnie wybrałam się na warsztaty, których tematem przewodnim była dynia. Czas ją odczarować.

Warsztaty prowadził Weganon, który na dyniach zna się jak mało kto. Na początku zrobił taki wstęp, że ja oniemiałam. Ile można mówić o dyniach? A on by mógł gadać i gadać, do tego z dużą wiedzą, pasją i autentycznym zaangażowaniem. Zresztą w tym miejscu na chwilę odsyłam Was do bloga Weganon, gdzie Paweł pisze o odmianach dyni (dyń?). Tylko wróćcie proszę, bo jeszcze nie skończyłam.

Nie jestem weganką, ale lubię dania wegańskie. Na przykład moje poranne owsianki najczęściej są wegańskie, uwielbiam hummusy, falafele, ale nie ukrywam, że lubię też produkty odzwierzęce (nie wyobrażam sobie życia bez jajek). Weganizm mi raczej nie grozi, też z powodu mojej wielkiej miłości do rybek, ale nie ma co się zarzekać. Nigdy nie mówię nigdy. Risotto, które przygotowywaliśmy było w 100% wegańskie. Paweł wcześniej się napracował, bo przygotował bardzo aromatyczny bulion przyprawiony warzywami, suszonymi grzybami, cynamonem i imbirem. Bulion petarda! Taki wywar to bym mogła pić litrami! Czekały na nas też półprodukty i oczywiście ugotowana i zblendowana dynia.

Do tego przepisu użyliśmy ryżu do risotto, tradycyjnego arborio, który w przypadku diabetyków, nie jest wskazany w dużych ilościach i nie powinien być rozgotowany (pamiętajcie o indeksie glikemicznym), ale z drugiej strony jest bardzo sycący. Pamiętajcie też, żeby nie przesadzać z wielkością porcji, albo żeby upakować jeszcze jakieś warzywa do środka risotto, żeby obniżyć IG – tutaj dodatek zielonego groszku i jarmużu. Dobra, koniec gadania, dzielę się przepisem.

DYNIOWE RISOTTO Z ZIELONYM GROSZKIEM I JARMUŻEM

Składniki na 2 porcje:
100g ryżu arborio
pieprz i sól do smaku
gałązka selera naciowego
1 szklanka (200g) musu dyniowego
2 łyżki nieaktywnych płatków drożdżowych (zamiast parmezanu)
3 gałązki jarmużu, bardzo drobno porwane/posiekane
200g mrożonego groszku
1 marchewka
łyżka oliwy
ok. 1 litr bulionu warzywnego
1 cebula
50ml białego wina (opcjonalnie)

Marchew, cebulę i seler pokroić w drobną kostkę. Do garnka (z grubym dnem) wlać łyżkę oliwy i podsmażyć pokrojone w kostkę warzywa. Dodać ryż i podsmażyć ciągle mieszając, aż ryż stanie się szklisty. Jeśli jest używane – teraz wlać wino i poczekać aż odparuje, lub od razu przejść do dolania chochelki bulionu. Zagotować, mieszać od czasu do czasu i gdy ryż wchłonie płyn, wlewać kolejną porcję.

Nie wlewać całego bulionu od razu, bo zamiast risotta zrobi się zupa! Pod koniec (kiedy ryż będzie prawie ugotowany, taki al dente) dodać jarmuż, groszek i gotować jakieś 5 minut. Na końcu dodać dynię i przyprawy wedle uznania – np. płatki drożdżowe, zatar, cytrynę, tymianek.

1 porcja to ok. 320 kcal, węglowodany: 56g, białko: 9g, tłuszcz: 6g
Informacja dla diabetyków: w porcji znajduje się 5,6WW i 0,9WBT

 

Obydwa przepisy mają swoje niezaprzeczalne zalety, oba są bardzo smaczne i są zupełnie inne, więc nie sposób ich porównywać. Jeśli chodzi o skład, to dla jednych ważna będzie zawartość węglowodanów, dla drugich ilość tłuszczu. Obliczyłam ile wynoszą porcje, żebyście sami mogli spojrzeć i zdecydować. Każdy z nas ma też inne preferencje smakowe, więc polecam spróbować obu przepisów, tym bardziej, że są łatwe w przygotowaniu i na prawdę szybko je się robi.

Jeśli macie ochotę pogotować z którymś z tych Panów, to prowadzą swoje autorskie warsztaty (każdy w swoim niepowtarzalnym stylu) w Cook Story. Wejdźcie na stronę i się zorientujcie. A ja serdecznie dziękuję za przemile spędzony czas i mam nadzieję, do zobaczenia wkrótce 🙂