Dziś nie o gotowaniu, ani nawet nie o żywieniu, a o czymś bardzo praktycznym w życiu matki niemowlaka, o jego noszeniu. Nie od dziś wiadomo, że dzieci uwielbiają być noszone na rączkach. Bujanie, lulanie, przytulanie na okrągło to potrzeba malucha, a ręce mamy opadają, kręgosłup boli i z każdym dniem jest coraz ciężej (bo dzieci rosną). Ja znalazłam swój sposób – noszenie w chuście.

Siedem lat temu, kiedy urodziłam Milenę, noszenie w chuście nie było takie popularne. W sumie to nawet nie przyszłoby mi do głowy, żeby malucha owinąć pięciometrowym kawałkiem materiału wokół siebie. Jednak mam koleżankę (pozdrawiam Aga!), która w międzyczasie urodziła drugie dziecko i dosłownie zakochała się w chustonoszeniu. Przez pewien okres każdego dnia wrzucała słodką fotkę śpiącej omotanej w chustę córy, z tak błogą miną, że można było się rozpłynąć. Stąd kiedy urodziłam Tymona, od razu zadzwoniłam do Agnieszki po radę.

noszenie w chuście

Fot. Karolina Czarnecka – czacza

Czy to bezpieczne?

Obawy najczęściej wywodzą się z niewiedzy. Dobrze dobrana i zawiązana chusta to korzyść zarówno dla zdrowego malucha, jak i dla mamy. Ja też miałam wątpliwości, ale zaczęłam czytać i interesować się zagadnieniem. W sieci znajdziecie odpowiedzi na Wasze pytania, ale korzystajcie z dobrych źródeł np. z działu Pediatria MP. Będąc na wizycie u ortopedy dziecięcego na pierwszej wizycie oceniającej bioderka, warto zapytać o noszenie w chuście – ja tak zrobiłam. Pani doktor się rozpromieniła i powiedziała, że nic lepszego nie mogę robić, zarówno dla Tymka potrzebującego bliskości, jak również dla mojego kręgosłupa, który nie będzie mnie bolał (a mam co nosić, bo Tymek jest sporym dzidziusiem). Jeśli macie wątpliwości, konsultujcie wszystko z Waszym lekarzem.

W czym nosić?

Na rynku dostępne są różne modele chust i nosideł. Ja na początku chciałam spróbować z materiałowym nosidłem, bo wydawało mi się łatwiejsze „w instalacji”. W praktyce okazało się nieodpowiednie do wieku mojego dziecka i wylądowało w szufladzie. Agnieszka przywiozła chustę o długości 4,6m i szerokości 70cm, ta okazała się strzałem w dziesiątkę! Świetnie się w takiej chuście oboje czujemy, pozwala na pewne mocowanie i świetnie przylega do ciała. Próbowałam także chusty kółkowej – pas materiału ok. 130x70cm zakończony kółkiem z jednej strony, za które zakłada się drugi koniec chusty podczas wiązania. Ten rodzaj chusty jednak wydawał mi się mniej stabilny, a wiązanie zbyt wiotkie jak na mój cenny „wkładzik”. Stąd mój wybór padł na długą, wiązaną chustę. Ja nie jestem specjalistką od rodzajów chust, ale odsyłam Was do Klubu Kangura, gdzie Aga i Maria opisały temat wyczerpująco.

Fot. Karolina Czarnecka – czacza

Zaufaj bardziej doświadczonym

Przyznaję. Myślałam, że sama ogarnę temat. Zamówiłam sobie nosidło z internetów i jak włożyłam w niego Tymka, to się strasznie darł. Myślę sobie.. no dobra, nowa sytuacja, musi się przyzwyczaić. Akcja się powtórzyła jeszcze dwa razy, więc rzuciłam nosidło w kąt. W międzyczasie umówiłam się na kawę ze wspomnianą wyżej Agnieszką, która wpadła do mnie z wykochaną i mięciutką chustą. Okazało się, że zakupione przeze mnie nosidło, mimo że z opisu na opakowaniu przeznaczone dla dzieci od 0 do 24 miesiąca życia, dla noworodków się nie nadaje, bo nie podtrzymuje odpowiednio kręgosłupa po bokach. Wiadomo już czemu Tymek protestował. Za to chusta, od razu go ululała. Agnieszka pokazała mi sposób wiązania chusty najlepszy dla niemowlaka, który jeszcze nie siedzi i pożyczyła chustę na próbę, żeby sprawdzić czy nam się spodoba. Spodobało się od razu, Tymek przespał na mnie godzinę i obudził się w doskonałym humorze. I tak zaczęła się nasza przygoda.

Jeśli nie znacie nikogo, kto mógłby Was nauczyć, poszukajcie w okolicy warsztatów z wiązania chusty z doradcą chustonoszenia. Noszenie w chuście staje się coraz bardziej popularne, a matki chętnie dzielą się wiedzą i umiejętnościami. Przy okazji można nawiązać bardzo fajne znajomości i przyjaźnie, zarówno wśród mam, jak i dzieci.

Jeśli nie ma w pobliżu takiego miejsca, skorzystajcie z internetu. W sieci jest mnóstwo filmików instruktażowych. Najpierw kilka razy oglądnijcie, spróbujcie z lalką czy dużym misiem, żeby oswoić się z ruchami pierwszy raz. Później pracujcie już z dzieckiem, wbrew pozorom to bardzo łatwe i szybkie, wymaga tylko trochę wprawy i praktyki. Dla mnie wyjście z Tymkiem w chuście jest szybsze, niż wyprowadzanie wózka i ubieranie się w kombinezony. Poniżej przykładowy filmik instruktażowy. Ja w ten sposób właśnie wiążę chustę:

Chusta nowa czy używana?

Używana. Zgodnie twierdzą chustomatki. Nowa chusta, która może być twarda i sztywna, potrzebuje „złamania”. Chustomatki organizują „macanki”, żeby złamać chustę, tj. wypożyczają sobie nawzajem chusty i noszą dzieci, żeby materiał stał się mięciuni i przyjemny, zarówno dla mamy, jak i dziecka. Przy okazji można w ten sposób popróbować różnych chust. Na pierwszą chustę najlepsza będzie 100% bawełna, bo najłatwiej się ją wiąże, a przy cięższym dziecku warto pokusić się o sztywniejszy materiał, bawełną z domieszką np. lnu. Wszystkiego dowiecie się z internetu. Ja zapisałam się do kilku grup fejsbukowych (to grupy zamknięte), które Wam polecam:

Chusty, POLSKA! – nosimy, wiążemy, motamy – chustujemy! Skarbnica wiedzy. Jeśli rozważasz noszenie w chuście, musisz tu być. Przykłady, rady, możliwość zadawania pytań, albo wyszukania interesującej kwestii przez lupkę jest nieoceniona przy pierwszych krokach z chustą.

Chusty na każdą kieszeń. To grupa, na której zakupiłam moje pierwsze piękne dwie chusty. Jeśli nie chcesz wydawać miliona monet na pierwszą chustę, boisz się, że noszenie w chuście się Wam nie spodoba, to dodaj się do tej grupy. To jest najlepsze miejsce do pierwszego zakupu. Można tu kupić i sprzedać chustę do kwoty 300zł.

Inne chustowe grupy zakupowe:

 

Fot. Karolina Czarnecka – czacza

Noszenie w chuście zimą

Latem nie ma problemu. Zakładasz cokolwiek na siebie i wychodzisz. Nie martwisz się, że zimno, że mróz. Bierzesz tylko poprawkę na to, że chusta to dodatkowa warstwa ubrania, a jak wiadomo to ważne, szczególnie u noworodków, które nie mają jeszcze zdolności termoregulacji i nie powinno się ich ani przegrzewać, ani wyziębić. Mam porównanie. Milena jest sierpniowa, a Tymon listopadowy. Z zimowymi dziećmi trudniej wyjść na dwór, nie mówiąc już o wyjściu w chuście, z obawy przed chłodem. Ja jednak postanowiłam spróbować poradzić sobie i z tym ograniczeniem. Trafiłam na stronę popularnego sklepu wysyłkowego z odzieżą – na pewno znacie Bonprix. Tam znalazłam odpowiedź na moją potrzebę. Kurtki ze wstawką niemowlęcą do noszenia dzieci:

kurtki w bonprix

Ku mojemu olbrzymiemu zaskoczeniu, znalazłam wiele kurtek z wstawką niemowlęcą, które pozwalają na zachowanie ciepła mamie i bobasowi w chuście w chłodniejsze dni. Z racji tego, że zakupy robiłam pod koniec stycznia, postawiłam na niebieską kurtkę puchową, która okazała się cieńsza niż sądziłam.

Przyznam, że gdy przyszła do mnie pocztą, byłam nieco zawiedziona. Opis kurtki głosi, że jest lekka, ale ciepła i doskonała na chłodniejsze dni. Spodziewałam się grubszej kurtki. W rzeczywistości przyszła dosyć cienka kurtka, co prawda w przepięknym kobaltowym kolorze, jednak według mnie odpowiednia na wiosnę czy jesień. Szybko okazało się, że na lekką zimę też jest idealna. Chusta to dodatkowa warstwa materiału i zamotani jesteśmy z Tymkiem blisko siebie, więc jest nam ciepło, a kurtka otula nas na zewnątrz. Szybko zweryfikowałam swój pospieszny osąd i kurtka z nami zostaje.

Oczywiście na duży mróz akurat ta kurtka się nie nadaje, jednak jest na prawdę ładna i funkcjonalna. Jedynym minusem według mnie jest odsłonięta szyja, ale zawsze można założyć golf lub komin. Kurtka na pewno posłuży nam do późnej wiosny. Jeszcze zaznaczę, że specjalna odpinana wstawka niemowlęca służy tylko do ochrony dziecka przed zimnem i nie pełni funkcji nosidełka. Kurtkę można nosić również bez wstawki, wtedy jest to zwykła kurtka.

Noszenie w chuście a cukrzyca

To chyba oczywiste, że nie widzę przeciwwskazań do noszenia w chuście przy cukrzycy. Chciałabym jednak zaznaczyć, że mama z cukrzycą musi być świadoma zagrożeń związanych z chorobą i swoich ograniczeń. Nie biorę do chusty Tymka jeśli mój cukier spada. Chodzenie z dzieckiem w chuście jest bardziej energochłonne, niż pchanie wózka. Przed dłuższym spacerem coś zjadam, albo obniżam bazę. To bardzo ważne, zarówno dla bezpieczeństwa dziecka, jak i mamy.

Jestem użytkowniczką pompy insulinowej. Pompę najczęściej noszę przypiętą w staniku od jego wewnętrznej strony. Zapytacie czy przy karmieniu piersią też? Też. Ale to jest kwestia indywidualnych preferencji i wygody. Dlaczego o tym piszę? Zaobserwowałam, że mając dziecko w chuście na brzuchu, pilot pompy nie komunikuje się z pompą. Jeśli akurat dziecko usnęło, a Ty nie chcesz go budzić, musisz czekać do pobudki z posiłkiem.

Rozwiązanie jest jak zwykle banalne – zawsze można przełożyć pompę do kieszeni, żeby mieć do niej dostęp niezależnie od tego czy dziecko jest w chuście czy też śpi w łóżeczku.

Nosić czy nie nosić? Oto jest pytanie.

Ale odpowiedzcie sobie na nie same. Nie narzucam nikomu mojego zdania, dzielę się tylko moim osobistym doświadczeniem. Może któraś w Was się zainspiruje i będzie tuliła swoje maleństwo w chuście wiązanej czy też kółkowej. Życzę wszystkim mamom i ich dzieciom wiele czułości i bliskości, bo wszyscy tego potrzebujemy. Tymczasem pozdrawiam i mocno tulę.