Grillowanie w zupełnie nowej odsłonie. Nie musisz już czekać do lata, nie musisz kupować węgla drzewnego, grilla elektrycznego, ani nawet wybierać się do ekskluzywnej restauracji. Możesz zadbać o atmosferę w domu i cieszyć się wykwintnym daniem z grilla dzięki zestawowi od Steak Rock.

W zeszłym tygodniu Tomek miał urodziny. Długo się zastanawiałam, co mogłoby mu sprawić frajdę i pomyślałam o kolacji we dwoje. Nie oszukujmy się, dla nas to duże wyzwanie. Po pierwsze mamy dwójkę dzieci. Ja jestem w ciąży i zdarza się, że zasypiam wcześniej niż nasze młode (albo razem z nimi). A po trzecie Tomek często jeździ w delegacje i go nie ma w domu. No ale dzięki Maćkowi ze STEAK ROCK udało mi się przygotować taką niespodziankę, że będziemy tę kolację wspominać co najmniej do kolejnych urodzin! Wszystko wyszło klasa! Ale po kolei.

Słyszeliście o kamieniach do grillowania?

Ja dopiero co poznałam smak grillowania na specjalnym kamieniu wulkanicznym wydobywanym z południowego zbocza jednego z najniebezpieczniejszych wulkanów w Europie. Tak, tak. Takie rzeczy i to w mojej własnej kuchni, na zestawie STEAK ROCK. Nakrycie zawiera specjalnie wyciętą i wyprofilowaną deskę bambusową, metalową podkładkę i najważniejsze – kamień wulkaniczny do grillowania. Dodatkowo do zestawu mam jeszcze prostokątny talerz z czarnego kamienia łupkowego (i dwa kwadratowe), noże do steków, a także piękną deskę do podawania potraw. Jakby tego było mało, zauważcie, że produkty są z moim logotypem! <3

Kamień wulkaniczny dzięki odpowiednim właściwościom przewodzenia ciepła, pomimo wysokiej temperatury, nie pali potraw i zapewnia soczystość przyrządzanych potraw. Grillować można na kamieniu tuż przed sobą, we własnym domu (lub w restauracji) i to grillowanie nie śmierdzi, bo nie ma dymu! Dodatkowym atutem kamienia jest fakt, że podczas grillowania tłuszcz z potraw nie kapie na brykiet czy palnik i nie tworzą się szkodliwe substancje, jak to ma miejsce na tradycyjnym grillu. Także nie dość, że piękne, smaczne, to jeszcze zdrowe. Dla mnie ideał.

Udało mi się zmęczyć dzieci na tyle, że o 21:00 były już w łóżkach. Sama zdrzemnęłam się w ciągu dnia, żeby nie paść w połowie kolacji i spędziliśmy razem przemiły wieczór. We własnym domu, choć w wyjątkowej oprawie. Miło, bezpiecznie i bardzo ekskluzywnie.

steak rock

No to jak grillowanie na kamieniach wyglądało w praktyce?

Kamienie podgrzewałam przez około 45 minut na palnikach gazu. Najpierw kilkanaście minut na niewielkim ogniu, a jak się ogrzały to zwiększyłam ogień. Maksymalna temperatura mojego piekarnika to 250 stopni Celsjusza, a kamienie można rozgrzać aż do 400 stopni. Stąd wybrałam metodę grzania bezpośrednio na ogniu. Można je też podgrzać w specjalnym piecu do podgrzewania kamieni (ale to spory koszt jak na domowe potrzeby) czy na kuchence elektrycznej. Kamienie kumulują temperaturę i później utrzymują mniej więcej tą samą przez około pół godziny – w sam raz na przygotowanie na przykład steków. Po tych 45 minutach nagrzewania, nabrałam na łyżeczkę trochę wody i wylałam na kamień, woda momentalnie się zagotowała i wyparowała. Trochę się obawiałam jak przełożyć nagrzane kamienie, ale poradziłam sobie za pomocą solidnych drewnianych szczypiec (które od kogoś dostałam i do tej pory nie miały swojego przeznaczenia). W sklepie internetowym dostępne są specjalne chwytaki do rozgrzanych kamieni lub też grube rękawice, ale nie pomyślałam o tym zawczasu. Gorące kamienie przetarłam szmatką nasączoną oliwą, posypałam gruboziarnistą solą oraz świeżo mielonym pieprzem i powędrowały na stół.

grillowanie na kamieniu steak rock

Na pierwszy raz wybrałam klasykę, czyli steki wołowe. Wybrałam niezbyt grube plastry mięsa, bo bałam się, że się nie usmażą – ale okazało się, że zupełnie bezpodstawnie. Na kamienie powędrował też pokrojony w plasterki ser halloumi. Steki były gotowe w kilka minut, niezwykle soczyste i aromatyczne.

steak rock

Do steków przygotowałam makaronową sałatkę z suszonymi pomidorami. Poniżej znajdziecie przepis na całą kolację. A i z wiadomych przyczyn (ciąża) kupiłam bezalkoholowe wino. Skusiłam się na czerwone Cabernet Sauvinion, jak na wino bezalkoholowe – bardzo smaczne. Oczywiście nie ma tego cierpkiego smaku wina, ale bardzo nam smakowało (tym bardziej, że już dawno nie piłam wina).

cabernet sauvignion

Nie byłabym sobą, gdybym nie podzieliła się z Wami przepisem, a w tej kolacji absolutnie wszystko się ze sobą doskonale komponowało. Jeśli zależy Wam na efekcie WOW, gorąco polecam grillowanie na kamieniach. My z pewnością będziemy to powtarzać. Już wprost nie mogę się doczekać kiedy będziemy grillować krewetki. Wróćmy jednak do wołowiny i obiecanego przepisu.

Składniki na 2 porcje:

4 cienkie (po 100g) lub 2 grubsze (po 200g) steki z polędwicy wołowej
gruboziarnista sól morska
świeżo mielony czarny pieprz
100g sera halloumi pokrojonego w plastry

steak rock

Sałatka:
30g suchego makaronu, najlepiej pełnoziarniste świderki lub penne
1 niewielka cukinia
2 suszone pomidory z zalewy
1 niewielka gruszka konferencja
garść mixu sałat i kiełki słonecznika
łyżka ziaren słonecznika prażonego na suchej patelni

Makaron ugotować w osolonej wodzie na pół twardo (al dente). Cukinię pokroić w kostkę (nie obierać), pomidory wyciągnąć z zalewy i dosyć drobno pokroić. Cukinię podsmażyć z suszonymi pomidorami, doprawić do smaku szczyptą oregano. Po chwili dodać odcedzony makaron i chwilę smażyć, aż składniki połączą się, a makaron przejdzie aromatem pomidorów.

Na talerze wyłożyć po garści liści sałaty, następnie mieszankę z makaronem i cukinią. Gruszkę pokroić w półplasterki lub w kostkę (wedle upodobania). Po wierzchu posypać kiełkami i prażonymi ziarnami słonecznika.

Sałatkę podawać z ugrillowanymi na kamieniach stekami i serem.

sałatka do steka

1 porcja to ok. 525 kcal, węglowodany: 19g, białko: 56g, tłuszcz: 25g

Informacje dla diabetyków: w porcji znajduje się 1,9 WW i 4,5 WBT

Sama sałatka: 159 kcal w porcji, 18g węglowodanów, 6g białka i 7g tluszczu, 1,8 WW i 0,9 WBT

SMACZNEGO!

A jeszcze zapomniałabym powiedzieć o czyszczeniu. Martwiłam się trochę, że kamienie będą trudne do wyczyszczenia. Okazało się jednak, że wystarczyła woda, odrobina płynu do mycia naczyń i druciany czyścik, a kamienie są jak nowe, gotowe do kolejnego grillowania. Producent zapewnia, że kamienie mają bardzo dużą trwałość, więc liczę na to, że będą nam długo służyć. Jeśli narobiłam Wam tym wpisem smaka – zajrzyjcie na stronę STEAK ROCK, skąd są moje kamienie. Może też się skusicie.