Kilka dni temu dałam się porwać fascynującym warsztatom, które wydają się być początkiem mojej nowej pasji i zarazem florystycznej podróży. Skorzystałam z zaproszenia i spędziłam magiczne chwile wytchnienia ze zbożową kawą INKA i przeniosłam się do świata zachwycającej natury. Nie musiałam jechać daleko, gdyż warsztaty odbywały się w Hali Koszyki.

Zazwyczaj biorę udział w warsztatach kulinarnych, przy okazji uczę się nowych technik przygotowywania potraw, albo inspiruję wiedzą i doświadczeniem szefów kuchni. Tym razem też się wiele nauczyłam, jednak głównym przedmiotem warsztatów był las w słoiku. Wspólnie z grupą fantastycznych blogerek i blogerów zajęliśmy się tworzeniem samowystarczalnych ekosystemów zamkniętych w szklanych słojach. Fajnie to brzmi, prawda? A na stanowiskach warsztatowych czekały na nas takie oto składniki:

Główną część warsztatów prowadzili Naturalnie Naturalni, czyli Martyna i Szymon.

Sama idea tworzenia lasów i ogrodów zamkniętych w przezroczystych naczyniach bardzo mi się podoba. Prowadzący przygotowali kilka inspiracji, a wnętrze Comfort Food Studio było gustownie przybrane zarówno słojami, jak i naturalnymi kompozycjami ze źdźbłami zbóż i pękami ulotnych maków.

 

Na pierwszy rzut oka, przygotowanie takiego słoja jest arcytrudne. Bo jak sprawić, żeby w środku zamknęły się żywe rośliny i przeżyły? Bez otwierania? Bez podlewania? Z jednej strony czysta abstrakcja, z drugiej dla mnie rozwiązanie idealne – nie chcecie wiedzieć ile roślin zasuszyłam w swoim życiu..

Okazuje się, że sprawa nie jest aż taka trudna, jakby się mogło wydawać. Wystarczy wiedzieć jak. Najczęściej w życiu jest tak, że wszystko jest trudne, dopóki nie stanie się łatwe. I dokładnie tak jest w przypadku takiego słoja. Wystarczy wiedzieć jakie warstwy podłoża są potrzebne i w jakiej kolejności, ile wlać wody, co zrobić gdy jest jej za mało czy za dużo i gotowe.

Na samym dole trzeba wykonać drenaż, przy okazji może być on ozdobą wykonaną z kamyczków, kolorowego piasku czy żwirku. Najlepiej, żeby warstwa drenażu miała góra 2-3 centymetry. Następnie warstwa węgla aktywnego (np. kokosowy), który pełni kluczową rolę filtra w naszym ekosystemie – dzięki niemu rośliny nie zgniją i nie będą mnożyć się bakterie. Na węgiel 2-3cm warstwa ziemi do kwiatów. W tak przygotowany grunt wsadzamy rośliny – mchy, sukulenty, niewielkie paprotki czy bluszcze, dekorujemy kamykami, szyszkami, korą (tu panuje pełna dowolność). Podlewamy – tutaj Szymon lał wodę „na wyczucie” i powiedział, że jeśli do wieczora na słoiku nie będzie pary wodnej, to trzeba trochę dolać, a jeśli para się zacznie skraplać to trzeba na 2h otworzyć słoik. Zrobiłam mały research w sieci i wydedukowałam z różnych blogów, że tej wody wlewa się +/- 10ml na litr powierzchni. Zatem jeśli mamy słoik 4 litrowy, to wlewamy 40-50 ml wody. Zamykamy słoik i obserwujemy, bo to fascynujące. Podobno taki ekosystem może funkcjonować nawet kilkanaście lat.

Ważne, żeby nie stawiać słoja w mocno nasłonecznionym miejscu, rośliny lubią rozproszone dzienne światło, ale nie bezpośrednio w słońcu.

Robienie słojów pochłonęło nas doszczętnie – na prawdę świetna zabawa i relaksujące zajęcie. Miałam bardzo dużo frajdy, tym bardziej że teraz mogę wspominać warsztaty spoglądając na mój pierwszy las w słoju.

Całe szczęście, że organizatorzy przewidzieli, że się tak wkręcimy i przygotowali dla nas przekąski z Kawą Inką w roli głównej, a także pokaz kulinarny z zaskakującymi połączeniami z kawą zbożową, który poprowadziła Małgosia Winkowska z Lawendowego Domu.

Warsztaty oprócz ciekawej formy, dostarczyły wiele doznań – zarówno zrelaksowania, jak i miłych rozmów, wyjątkowych połączeń smakowych, oderwania się od codzienności. To był na prawdę bardzo udany dzień.

Kawa Inka – dziękuję za inspirację 🙂

Miło Was było spotkać i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wspólnie
wrzucimy coś do słoika/gara/parowara/piekarnika/patelni/grilla/czajnika*

*niepotrzebne skreślić